Blog > Komentarze do wpisu

Kazanie o.Jana Taulera OP na Uroczystość Bożego Narodzenia cz. I

tauler

Puer natus est nobis et filius datus est nobis.

Dziecię nam się narodziło i Syn został nam dany. (Iz 9,6)

 

Kazanie to, przeznaczone na dzień Bożego Narodzenia. mówi o trzech narodzinach w nawiązaniu do trzech mszy tego wielkiego święta. Poucza, w jaki sposób powinniśmy zespalać trzy władze naszej duszy i rezygnować z wszelkiego własnego chcenia, pożądania i działania .

 

W dniu dzisiejszym święte Chrześcijaństwo wspomina trzy narodzenia, które każdego chrześcijanina powinny tak cieszyć i taką napełniać radością, że w szczęsnym uniesieniu winien on wyskakiwać w górę i wykrzykiwać z miłości, wdzięczności i wewnętrznej rozkoszy. A kto nie odczuwa w sobie takiego przymusu, niech się zatrwoży.

 

Z tych trzech narodzin pierwsze i najdoskonalsze jest narodzenie Jednorodzonego, Syna, którego Ojciec niebieski rodzi w tożsamości istoty, a w odrębności Osób. Drugim dziś wspominanym — jest macierzyńska płodność, która stała się udziałem dziewiczej czystości i doskonałej nieskazitelności. Trzecie polega na tym, że Bóg codziennie i o każdej godzinie w rzeczywisty i duchowy sposób rodzi się przez łaskę i miłość w każdej duszy dobrej. Te właśnie trzy narodzenia stanowią treść odprawianych dzisiaj mszy świętych.

 

Pierwsza msza, śpiewana wśród nocnych ciemności, zaczyna się słowami: Dominus dixit ad me, filius mens est tu, hodie genui te — Pan przemówił do mnie: Moim jesteś Synem, Ja Ciebie dziś zrodziłem (Ps 2, 7). Msza ta mówi o ukrytym narodzeniu, które dokonało się w ciemności ukrytego, nieznanego Bóstwa. Druga zaczyna się od słów: Lux fulgebit hodie super nos — światłość dzisiaj rozbłysła nad nami (Iz 9, 2) — przy czym chodzi tu o blask przebóstwionej ludzkiej natury. Ta msza zaczyna się w ciemności nocy, a kończy w jasności dnia, tak jak i to narodzenie jest po części poznawalne, a po części nie.

 

Trzecią mszę śpiewamy z nastaniem pełnego dnia, a pierwsze jej słowa brzmią: Puer natus est nobis et filius datus est nobis — Dziecię nam się narodziło i Syn został nam dany (Iz 9, 6). Mówi ona o tym przedziwnym narodzeniu, które powinno się dokonywać codziennie i w każdej dobrej, świętej duszy. A rzeczywiście się dokonuje, jeśli tylko dusza zwraca się ku niemu swym poznaniem i miłością. Żeby ona bowiem mogła odczuć w sobie to narodzenie i uświadomić je sobie, we wszystkich jej władzach musi nastąpić zasadniczy zwrot i przemiana. W narodzeniu tym Bóg pełniej daje się duszy na własność i wewnętrznie staje się jej własnością, i to bardziej, niż wszystko inne co dotychczas posiadała.

 

W Piśmie Świętym czytamy: Dziecię nam się narodziło i Syn został nam dany. A to znaczy, że On jest nasz, że do nas należy w większym stopniu, niż wszystko inne, co posiadamy. Bo On się rodzi w nas bezustannie i w każdym czasie. O tym to przedziwnym narodzeniu, stanowiącym treść trzeciej mszy, najpierw powiemy.

 

W jaki sposób niezwykłe to narodzenie ma się w nas dokonywać, dowiadujemy się rozważając rodzenie się Syna z Ojca niebieskiego w wieczności. Ojciec ma w sobie taki nadmiar dobroci, która przewyższa wszelkie ludzkie o niej pojęcie, że nie może jej zamknąć w sobie; musi się ona przelewać i udzielać. Zarówno Boecjusz, jak św. Augustyn twierdzą, że to przelewanie się i udzielanie jest nierozłącznie związane z samą naturą Boga. Zgodnie z tym Ojciec „przelał się" w pochodzeniu Osób Bożych, a następnie w dziele stworzenia. Dlatego św. Augustyn powiedział: Istniejemy, ponieważ Bóg jest dobry, jedynym źródłem całej dobroci stworzeń jest istotowa dobroć Boga».

 

Cóż zatem możemy dostrzec, czego się nauczyć, rozważając to rodzenie się z Ojca? On, zgodnie ze swoimi właściwościami osobowymi, swoją Boską władzą poznawczą zwraca się ku sobie samemu, przenikając aktem jasnego widzenia istotowa otchłań swego przedwiecznego bytu i już samym tym poznaniem siebie wypowiada. A Jego Słowem jest Syn, Jego zaś poznawanie siebie samego jest tym rodzeniem Syna w wieczności. Ojciec pozostaje w sobie dzięki jedności natury, wychodzi zaś poza siebie dzięki odrębności Osób.

 

W ten sposób zwraca się On ku swojemu wnętrzu i poznaje siebie samego, a następnie wychodzi poza siebie, rodząc swój Obraz (to jest swego Syna), który w sobie poznał. Potem znów zwraca się ku sobie aktem pełnego upodobania w sobie samym. Ono wychodzi z Niego jako akt niewysłowionej miłości. To Duch Święty. Tak więc Bóg trwa w sobie, wychodzi poza siebie i znów ku sobie powraca. Racją wszelkiego wychodzenia jest zatem powrót, dlatego też ruch obrotowy nieba jawi nam się jako ze wszystkich najszlachetniejszy i najdoskonalszy, w nim bowiem realizuje się w sposób idealny powrót do własnego źródła i początku. Również wędrówka człowieka wtedy dopiero się stanie w pełni szlachetna i doskonała, kiedy będzie naprawdę powrotem do jego źródła.

 

Podobną zdolność wchodzenia w siebie i wychodzenia poza siebie, jaką ma Ojciec niebieski, powinien posiąść również człowiek, jeśli chce się stać duchową matką tego Boskiego narodzenia; on także powinien całkowicie wejść w siebie, a następnie poza siebie wyjść. Lecz jak?

 

Otóż dusza to prawdziwy obraz Trójcy Świętej, dlatego że posiada trzy szlachetne władze: pamięć, rozum i wolną wolę. Z ich pomocą może dosięgnąć Boga i stać się Jego uczestniczką, a tym samym otrzymać wszystko to,Bóg jest, co ma i co chce dać, a nadto jeszcze skierować swój wzrok ku wieczności.

 

Dusza jest bowiem zawieszona między czasem a wiecznością. W swej najwyższej części należy do wieczności, w najniższej zaś, to jest przez władze zmysłowe i zwierzęce — do doczesności. Ze względu na pokrewieństwo swych wszystkich władz, najwyższych z najniższymi, dusza nimi wszystkimi zwraca się obecnie ku doczesności i rzeczom przemijającym. Z tej racji bardzo łatwo wychodzi ona poza siebie, zawsze jest gotowa biec do rzeczy zmysłowych, a przez to traci wieczność.

 

Nieodzowny warunek tego narodzenia to zwrócenie się ku sobie. Konieczne jest wewnętrzne wszystkich władz, najwyższych i najniższych, skupienie zapobiegające wszelkiego rodzaju rozproszeniom. Złączona z innymi każda rzecz jest bowiem silniejsza niż z osobna. Podobnie i strzelec mierzący do celu przymyka jedno oko, by tym lepiej widzieć drugim. Kiedy ktoś chce dokładnie jakąś rzecz poznać, zwraca ku niej wszystkie swoje zmysły, łącząc je na powrót ze sobą w swej duszy, z której one pochodzą. Jak wszystkie gałęzie wyrastają z tego samego pnia, tak wszystkie władze duszy, i zmysłowe, i pożądliwe, i gniewliwe — powinny się spotkać we władzy najwyższej, w głębi duszy. Na tym właśnie polega to wejście w siebie.

 

Potem nastąpić ma wyjście ze siebie, więcej nawet — wzniesienie się poza i ponad siebie samego. W tym celu człowiek zaniechać musi wszelkiego rodzaju chcenia, pożądania i działania; pozostać w nas może jedynie proste myślenie o Bogu - nic z tego co do nas należy, z naszego sposobu bycia, stawania się i otrzymywania, lecz tylko oddanie się Bogu na własność i pozostawienie całego miejsca temu co Najwyższe i Najbliższe, po to by Jego dzieło mogło się w tobie dokonać, by On się mógł w tobie narodzić bez żadnych z twojej strony przeszkód. Jeśli bowiem z dwóch rzeczy ma powstać coś jednego, wówczas jedna musi zachować się biernie, a druga działać. Żeby moje oko mogło dojrzeć malowidło na ścianie lub coś innego, musi być wolne od wszelkich obrazów . Gdyby bowiem pozostał w nim jakiś obraz, jakiegokolwiek koloru, oko nie mogłoby wówczas dojrzeć żadnej innej barwy. Podobnie gdy ucho wypełnia jeden ton, nie potrafi ono uchwycić żadnego innego. A zatem by móc coś otrzymać, trzeba być całkowicie wolnym od wszystkiego innego. Św. Augustyn tak o tym mówi: Opróżnij siebie, abyś mógł być napełniony, wyjdź, żebyś mógł wejść. Na innym zaś miejscu powiada: Szlachetna duszo, cudowne stworzenie, dlaczego wychodzisz ze siebie w poszukiwaniu Tego, który cały jest w tobie, prawdziwie i bez osłony? Uczestniku Bożej natury, czegóż jeszcze szukasz u stworzeń i z nimi przestajesz?

 

Kiedy człowiek przygotuje w ten sposób miejsce Bogu, On musi je wypełnić- co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Samo niebo by pękło, żeby wypełnić próżnię, tym bardziej Bóg nie może pozwolić, by rzeczy były próżne. Byłoby to sprzeczne z Jego istotą i sprawiedliwością.

 

Dlatego zamilknij, wtedy dopiero bowiem Bóg wypowie w tobie Słowo tego narodzenia, ty zaś zdołasz je dosłyszeć. Bo jeśli nie przestaniesz mówić, On będzie musiał milczeć. Jego Słowu najlepiej można służyć milcząc i słuchając. Jeśli uwolnisz swą duszę od wszystkiego, wówczas On z całą pewnością wypełni ją po brzegi. Otrzymasz od Niego dokładnie tyle, ile zrobisz Mu w sobie miejsca. Ani mniej, ani więcej.

 

Wyjście to możemy sobie unaocznić przykładem zaczerpniętym z Pierwszej Księgi Mojżeszowej. Bóg rozkazał Abrahamowi opuścić jego własny kraj i klan, by mu ukazać wszelkie dobro . To „wszelkie dobro" to nic innego jak Boskie narodzenie, ono samo bowiem zawiera w sobie wszelkie dobro. Kraj i ziemia, które miał opuścić, oznaczają ciało z wszystkimi jego ziemskimi pożądaniami i nieuporządkowaniem. Przez krewnych rozumiemy tu skłonności władz zmysłowych i podsuwane przez nie wyobrażenia, które pociągają człowieka ku sobie i wloką za sobą. Są też źródłem przyjemności i cierpień, radości i smutku, pożądania i strachu, troski i lekkomyślności. Skłonności te to nasi bliscy krewni; należy je bacznie obserwować, ażeby się od nich całkowicie oderwać, dopiero wtedy bowiem pojawi się w nas to „wszelkie dobro", którym nie jest nic innego, jak właśnie owo narodzenie. Jest takie przysłowie, które mówi, że dziecko wychowywane stale w domu, wypuszczone na zewnątrz zachowuje się jak bydlątko. Sprawdza się ono tutaj w takim stopniu, w jakim ludzie, którzy nie opuścili ojczystej ziemi swych skłonności, oraz nie wznieśli się ponad swoją naturę i ponad to, co otrzymują od swoich zmysłów przez widzenie, słuch, dotyk i doświadczenie, a więc tacy którzy nie opuścili tej ziemi ojczystej i wszelkich innych siedlisk rzeczy naturalnych i ponad nie się nie wznieśli — w rozumieniu wzniosłych rzeczy Bożych podobni są cielętom i wołom. Ich wnętrze jest niczym żelazna góra, do której nigdy nie przenika światło; z chwilą gdy im zabraknie wrażeń zmysłowych, obrazów i form, przestają cokolwiek poznawać i odczuwać. Nie wyszli oni jeszcze poza siebie, dlatego nie doświadczają tego narodzenia. Chrystus powiedział o nich: Kto ze względu na Mnie opuści swego ojca, matkę i majętności, stokroć za to otrzyma, a nadto jeszcze życie wieczne (Mt 19, 29).

 

poniedziałek, 28 grudnia 2009, svetomir